Nigdy nie zapomnę wspaniałych, zawsze uśmiechniętych i życzliwych ludzi, świetnego jedzenia, pięknej przyrody i zabytków. A widziałem ich wiele: Borobudur i Prambanan na Jawie, Angkor Wat w Kambodży, Hue w Wietnamie, Pagan i Mandalaj w Birmie, Louang Prabang w Laosie, Sukhothai w Tajlandii, Zakazane Miasto w Pekinie...
Niezapomniany dzień... miał miejsce w Andach, w pociągu z Riobamby do Sibambe w Ekwadorze. Przywiązani linami do dachu wagonu, z głowami owiniętymi kocami, by chronić się przed zabójczym słońcem i spadającymi kamieniami, widzieliśmy w dole kilkudziesięciometrowe przepaście. Już na początku drogi lawina błotna zasypała tory i trzeba je było odkopywać (a działo się to na wysokości prawie 4 tys. m n.p.m.). Później na słynnym Diablim Nosie, z którego zjeżdża się wahadłowo ponad godzinę, zepsuły się hamulce. Maszynista reperował je za pomocą przecinaka i młotka. Widząc to, zrezygnowani, przesiedliśmy się na skonstruowaną z dwóch osi drezynę, gdzie hamulcami były długie drągi. I tak - po prawie 10 godzinach podróży - dotarliśmy do celu.
Dojechałem tam... Trwająca ponad dwa miesiące podróż po Ameryce Południowej wymagała nie lada hartu. Jedzie się głównie przez bezdroża andyjskiego płaskowyżu Altiplano, na wysokości ponad 3 tys. m n.p.m. Na zakrętach pełno krzyży, a w dole szczątki rozbitych samochodów - tak niemal przez 5 tys. km. Do kanionu Colca w
Peru, najgłębszego na świecie, zjechaliśmy zepsutym samochodem, opony były bez bieżników, z wystającymi drutami. Nad płaskowyżem Nazca lataliśmy zdezelowanym samolotem, który prowadził podpity pilot. Wszystkie te niewygody i niebezpieczeństwa zrekompensowało piękno Machu Picchu czy wodospadów Iguacu (choć obok piękna jest tam bardzo dużo biedy). Gdy płynęliśmy trzcinową łodzią po jeziorze Titicaca, Indianin, który przysłuchiwał się naszej rozmowie, po chwili zaczął w kółko powtarzać "na zdrowie". Okazało się, że nauczył się tych słów podczas Festiwalu Ziem Górskich w Zakopanem!
W Polsce lubię... moje Kielce i ich okolice, gdzie mam domek letniskowy (spędzam w nim połowę roku). O podróżach przypominają mi książki, liczne pamiątki i własnej roboty drewniany drogowskaz wyznaczający kierunki i odległości z Kielc do miast na świecie, w których byłem.
Niebo w gębie poczułem... na Wyspie Nietoperzy, w sąsiedztwie indonezyjskiej wyspy Flores, gdzie przez tydzień jadłem posiłki u polskiego werbisty, księdza Czesława Osieckiego. Składały się głównie z owoców morza, które zbieraliśmy wraz z nim w okolicach rafy koralowej. Bardzo smakowało mi też jedzenie w rumuńskich prowincjach Bukowina i Maramuresz.
Mój ulubiony hotel... Nie przywiązuję do nich większej wagi. Bywa, że całe dnie podróżuję w deszczu czy potwornym upale, dużo zwiedzam, a wieczorem jestem już tak zmęczony, że jest mi wszystko jedno, gdzie przyłożę głowę do poduszki. Często hotel zastępuje mi poczekalnia dworcowa, samolot lub statek, a w Birmie i Laosie nocowałem nawet w świątyniach buddyjskich (pewnego razu stopy Buddy służyły mi za poduszkę). Z kolei małe, tanie hoteliki mają tę zaletę, że spotykają się w nich globtroterzy z całego świata. Panuje w nich świetna atmosfera, można zdobyć wiele cennych informacji, załatwić bilet czy transport (np. wielbłądy na Saharę, jak udało mi się w tunezyjskim Douz).
Nigdy nie powrócę do... tych miejsc, które już zwiedziłem - chcę bowiem zachować w pamięci pierwsze z nimi spotkanie. Oczywiście robię czasem wyjątki. Kilka razy byłem w
Izraelu, Autonomii Palestyńskiej, Turcji,
Egipcie i w wielu regionach Europy, ale zawsze staram się zobaczyć coś nowego. Tyle jest jeszcze miejsc do odkrycia...
Na wyprawę zabieram... plecak, lekki śpiwór, dobry przewodnik, mało ciuchów, dwa aparaty fotograficzne i dziennik podróży (opisuję w nim trasę, ale wklejam też bilety, rachunki, drobne banknoty, liście, kwiatki, czasem ktoś mi wbije pieczątkę). Wracając do domu, prócz pamiątek zawsze przywożę kamyki z miejsc szczególnych. Mam ich już kilka kilogramów.
Podróżuję z... Zawsze w towarzystwie. Ostatnio niemal wyłącznie z żoną Elżbietą, która podziela moją pasję. Nie wyobrażam sobie samotnych wyjazdów - nudno, a czasem i niebezpiecznie.
Wkrótce będę w drodze do... Wraz z żoną i trójką przyjaciół wybieramy się w połowie lutego do Etiopii, by zobaczyć wydrążone w skałach kościoły w Lalibeli uznawane za jeden z cudów świata oraz rezerwaty przyrody na południu kraju. Latem czeka nas ciąg dalszy zwiedzania Europy Zachodniej na rowerach. Swego czasu przejechaliśmy z Bratysławy do Monachium i z Augsburga do Wenecji, teraz myślimy o Belgii i
Holandii.